"Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia."
Ryszard Kapuściński

niedziela, 5 września 2010

MK - Wdzydze Kiszewskie

MK - czyli Maratony Kajakowe w roku 2010 już się zakończyły! Ostatnia edycja miała miejsce całkiem niedawno, 4 września, we Wdzydzach Kiszewskich. Maratony Kajakowe są takimi uroczymi zawodami, które robi się dość łatwo i bardzo przyjemnie. Nie są może na światowym poziomie, ale wydaje mi się, że ludziom, którzy przyjeżdżają i biorą w nich udział chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę i to właśnie staramy się osiągnąć - lekką nutę rywalizacji wzbogaconą zasadami fair play oraz konkurencją, gdzie nad tym wszystkim góruje poczucie humoru i frajda z tego, że weekend można spędzić inaczej niż przed telewizorem. I mam wrażenie, że wszystkim o to chodzi, a to że można wygrać kilka drobnych nagród jest dodatkowym umileniem zawodów :) Fajnie było zobaczyć uśmiechy osób, które startowały we wszystkich czterech edycjach - chcieliśmy właśnie takich zawodników nagrodzić i po to wymyśliliśmy klasyfikację generalną. Niektórzy nawet wracali do domu z dwoma pucharami!
Jeżeli chcecie zobaczyć jak to wszystko wyglądało w tym roku, to zapraszam na naszą stronę internetową: Maratony Kajakowe 2010.
I jeszcze słowo o Wdzydzach Kiszewskich. Jest to mała wieś Kaszubska położona na północnym brzegu Jeziora Wdzydzkiego. Pięknie tam jest :) Słynie ona między innymi ze skansenu, ale nawet bez niego warto tam pojechać. Przede wszystkim dla jezior i lasów. Wierzcie mi, oczu nie można oderwać, przesiedziałabym tam cały dzień, noc i jeszcze jeden dzień, i bym patrzyła, patrzyła, marzyła :-) Trzeba tam wrócić z rowerem :)
I tym sposobem kończę cykl pt. mk2010; może w przyszłym roku też coś napiszę o tych zawodach;)

czwartek, 2 września 2010

I po rolkach...

Rolki zleciały ekspresowo. 3 dni pracy, mało snu, zakwasy na sam koniec, ale zadowolenie zawodników wynagradza wszytko! Nie wszystko się udało, pogoda nam trochę popsuła plany, ale myślę, że daliśmy radę. Oczywiście były niedociągnięcia, nic nie jest przecież perfekcyjne, ale ponoć było o niebo lepiej niż rok temu ;) Ja jak zwykle szefowałam w biurze zawodów. Przez nasze ręce przeszło około 460 zawodników; drugie tyle raczej bez większych problemów byśmy załatwiły ;) Maciek dzielnie walczył ze startem i metą, Krzysiu z porządkiem na placu. Po zawodach biegaliśmy, sprzątaliśmy, nosiliśmy i o 19 z bóle w nogach poszliśmy do domów..
Co do samego maratonu. Dzień wcześniej, a i nawet w dniu zawodów rano, padał deszcz. Koleżanka, która startowała mówiła, że pierwsza pętla (21km!) - maskara; później jechało się ponoć rewelacyjnie - drugi już wyschły. Mniej zadowoleni byli kierowcy gdańscy.. korki, korki, zamknięte ulice.. Cóż życie to nie bajka :)
A ja? A ja później spakowałam plecak, w niedzielę wskoczyłam w pociąg Tour de Pologne i udałam się na 2-dniowy urlop ;-)))

środa, 25 sierpnia 2010

Rolki!

Propozycja dla wszystkich lubiących rolki: II Maraton Sierpniowy! Co prawda ja nie jeździłam na rolkach od czasów podstawówki, ale nie przeszkadza mi to w pomocy przy organizacji tej imprezy ;)
Termin: 28.08.2010 - najbliższa sobota, miejsce - Gdańsk Główny, Plac Zebrań Ludowych.
A w sobotę po południu super zabawa - Konwencja Fitness Arena!
Zapraszam ;-)

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Ech Piwniczna... :-)

Piwniczna. To kolejna miejscowość, którą odwiedziłam w ramach organizowania biegów górskich. Pisałam już wcześniej, że podoba mi się ta mieścina wciśnięta między pasma górskie Beskidu Sądeckiego. Rok temu mieliśmy przyjemność nocować w Chatce pod Niemcową [super tam było, ale lokalizacja okazała się kompletną klapą jeżeli chodzi o organizację zawodów...], gdzie widziałam najpiękniejsze gwiazdy na świecie i wschód słońca, przez który nie mogłam złapać oddechu..
W tym roku nocowaliśmy niżej, w Stanicy Harcerskiej [polecam!], dojechaliśmy do niej [ja, Miśka, Paweł i oczywiście przyczepa] po 17 godz jazdy, przez całą Polskę, a co! Miśka trochę świata zobaczyła ;-)
Wszyscy zjechaliśmy się w piątek. No dobra nie wszyscy się zjechali - Jędrek i Szymon doszli ze Szczawnicy.. Na samym końcu oczywiście dojechała ekipa z Białegostoku, w bardzo fajnym - jak zawsze - składzie ;-)
Zawody, jak to zawody - zleciały szybko i nawet bezstresowo [to nie to samo co Karpacz]. Pogoda próbowała płatać nam figle na początku, nawet jakiś deszcze przez chwilę spadł, ale tylko przez chwilę, później było strasznie, strasznie gorąco.
Po zawodach - niespodzianka ;) niektórzy stwierdzili, że trzeba kolejny raz opić moje niedawne urodziny... Wchodzę do jadalni a tam kwiaty, sto lat, sto lat, prezenty, flesze i moja zdziwiona mina! Naprawdę nie spodziewałam się :) Najlepszy był prezent...;] może nie będę się rozpisywać co i jak, powiem tyle - chyba nigdy w życiu nie byłam w tak pozytywnym szoku :-)))))
Niestety w sobotę wieczorem cześć ekipy się zmyła do domów, a my zostaliśmy spożywając to i owo. No i w niedzielę pożegnaliśmy się, wskoczyliśmy w auta i się rozjechaliśmy... I tak trochę smutno na koniec się zrobiło...
A zdjęcia? Może będą później... Chyba najwyższa pora dorobić się jakiegoś aparatu ;)

Jedno zdjęcie - kwiaty i prezent i wszyscy jakby pracowali w Biedronce:

sobota, 7 sierpnia 2010

weekend w Gdańsku.

Weekend wcale nie wyjazdowy. Ile to można ;) tydz temu skoczyłam do Braniewa, teraz postanowiłam pozostać w Gdańsku, tym bardziej, że tyle tu możliwości do działania...

Po pierwsze: praca. Musiałam tu przyjść, właśnie tu siedzę i zbijam bąki. Punkt pierwszy przeszkodził mi w porządnym wyspaniu się, o którym marzę od czasu długiego..

Po drugie: plany, plany, plany. Weekend bez planów to weekend stracony. I tak, zaplanowałam: spacer w Sopo [w końcu i tak tu przyjechałam do pracy], przejażdżkę rowerową, kino, wyspanie się, sprzątanie łazienki, kuchni, pokoju = prawie całego mieszkania, zakupy, pyszna mrożona kawa gdzieś, skoczenie do muzeum bursztynu, przeczytanie książki, pomalować paznokcie, pouczenia się niemieckiego, ogarnięcia zawodów, piwo z Martyną, Lukiem i Kamilą, spotkanie z Asią i Łukaszem, wyspanie się, spotkanie z rodzicami i Miśką, spacer z nimi, zjedzenie ciasta, wyjść na tańce, wyspanie się, szlajanie się po Trójmieście w poszukiwaniu ciekawych akcji

Po trzecie: ciekawe akcje w 3mieście
1. Parkowanie i to wcale nie samochodu! Akcja w Parku Oliwskim, dla tych co nie chcą siedzieć w domu, coś ciekawego porobić, poruszać się, dowiedzieć się czegoś nowego, poobcować z naturą, posłuchać fajnej muzyki.
2. Dla tych, którzy mają ochotę na mocniejsze wrażenia zachęcam do odwiedzenia CSG, gdyż tam właśnie odbywa się drugi Gdańsk Tattoo Konwent 2010. Byłam rok temu i powiem - całkiem ciekawa impreza. Dużo się dzieje: zombie dance, fireshow, konkrsy na najlepszy tatuaż, breakdance, pokaz mody alternatywnej i oczywiście dużo, dużo wystawców, gdzie ciut taniej możesz się wzbogacić o tatuaż ;) A i nie zapominajmy o muzyce. Będzie grało, będzie. After - w Szafie ;)
3. Tym razem w Gdyni. A dokładniej na Placu Grunwaldzkim odyba się V Festiwal Rytmu i Ognia FROG. To już piąta edycja, a ja jeszcze na niej nie byłam.. Ale śledzę, może w końcu się wybiorę! Co to jest w ogóle? FROG to "pokazy ogniowe, rytm afrykańskich bębnów, muzyka etniczna i ciekawa oferta warsztatowa". Czyli kolejna akternatywa na spędzenie fajnego weekendu przy rytmach bębnów. Tylko tak Gdynia tak daleko..
4. Dziś także gratka dla pasjonatów tańca i dobrej muzy. Od wczoraj w Gdańsku, na Placu Zebrań Ludowych, gdzie lud się zabrał, odybwa się MTV Gdańsk Dźwiga Muzę 2010. Jest to druga edycja festiwalu, wcześniej po pojęciem Gdańsk Dźwiga Muzę kryło się kilka koncertów w okresie wakacyjnym, teraz wszystko skumulowane jest w 3 dniach. To ma sens, jeśli całą kasę wyda się na coś ciekawego i niebanalnego. W tym roku organizatorzy stawiają na tanieć, odbywają się już warszataty taneczne, mam nadzieje, że na wyskoim poziomie ;)
5. Jeżeli ktoś ma niedostyt bębnowy po FROG-u, to dziś w Pick & Roll Club będzie koncert grupy Wadokyo. Szczerze mówiąc, to usłyszałam o nich niedawo, ale powiem jedno - wymiatają.

Do tego trwa przecież Jarmark św. Dominika! Huraa! W weekend tłum zaleje moją dzielnię! A tak na serio, to dzięki jarmarkowi starówka żyje nocą ;) Oczywiście w 3mieście dzieje się o wiele, wiele więcej.. Jazz w Gdyni, muzyka organowa w Katedrze Oliwskiej, w Gdyni także festiwal piosenki morskiej.. Dla każdego coś dobrego :-)

A ja? Cóż, znając życie [trochę już jednak żyję ;))], to z moich planów pewnie wszystkich nie zrealizuję.. I pewnie nie bardzo uda mi się wpaść na którąś z opisanych imprez..
Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam miłego weekendu! :-)