Ryszard Kapuściński
czwartek, 5 kwietnia 2012
Zdjęcia
Tu.
środa, 4 kwietnia 2012
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Mam talent
Ostatni wypadek natchną mnie do zrobienia osobliwej galerii, przedstawiającej moje "pamiątki".
Zacznijmy od Indii (marzec 2010). Przewróciłam się w miłe święto - dzień kobiet - tak paskudnie, że odwiedziłam hinduską przychodnię, co było całkiem ciekawym doświadczeniem. Ślad po tej przygodzie do tej pory mam na prawym kolanie. Po trzech dniach wyglądałam tak:
Następnie, także w roku 2010 (koniec grudnia) kolanami powitałam ziemią marokańską tuż po przekroczeniu granicy z Mauretanią. Nie było tak strasznie, jak za pierwszym razem, ale kolana ładnie mi spuchły (na prawym kolanie blizna z Indii):

Maj 2011. Tym razem Polska i niestety bez zdjęcia. Dziękuję władzom UG, czy komu tam innemu, że w czasie koncertów tak postawili jakiś durny namiot, że pod jego cieniem całkowicie schował się krawężnik zlokalizowany na drodze do WC. Dzięki temu posunięciu miałam obite kolano, zdarty nadgarstek i zdarty policzek. Dobrze, że coś mnie wcześniej tknęło i schowałam okulary do torby. A i z tego co wiem, nie tylko ja zaliczyłam glebę w tym miejscu.
Turcja. Gleba nr 1 - Antalya, październik 2011. Prawie nic się nie stało, poza tym, że zielone spodnie znowu wylądowały u krawca. Idąc, czytałam przewodnik po tym pięknym kraju i w pewnym momencie klęknęłam. Do tej pory nie wiem jak.

Gleba nr 2. Izmir. Środek deszczowej nocy, nawet koty nosy pochowały. Noga zleciała z krawężnika (taaak, sama..), trochę się wykręciła, z nią poleciały kolana, twarz na szczęście cała. Jakoś doczłapałam się do domu, zagryzając wargi i połykając łzy (twarda jestem przecież, nie mogłam pokazać, że boli, nie?), stopa cała spuchnięta. Następnego dnia (nie pytajcie dlaczego dopiero następnego dnia, długa historia z PZU w roli głównej) odwiedziny w szpitalu, śłiiitaśne focie mi strzelili, kazali kupić kule (a jak!) nałożyli bandaż i pomachali na do widzenia. I to jest chyba najgorsza gleba, jaką miałam, ponieważ jestem w chwili obecnej ciut uziemiona z moimi nowymi koleżankami..


Taki oto mam talent! Mam nadzieję jednak, że nie będzie się on bardziej rozwijał i że owa galeria już się nie powiększy!
Pozdrawiam z zasypanego śniegiem Afyon!! ;-)
ps. Taratata, a blog ma dwa lata! :D
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Z innej beczki. Arabia Saudyjska.
Dopóki nie przeczytałam trzeciego rozdziału książki "Przeklęta ziemnia" [Tony Wheeler] nie zdawałam sobie sprawy jak mało wiem o tym kraju. Widziałam, że kobiety nie mają tam prawie żadnych praw, ale nie docierało do mnie, jak naprawdę ich sytuacja wygląda w Arabii Saudyjskiej.
Autor nie skupia się tylko i wyłącznie na kwestii kobiet, przedstawia ten kraj z punktu widzenia turysty i opisuje czekające go niespodzianki, trudności, obyczaje, absurdy [z naszego punktu widzenia] dnia codziennego. Jednak większość z tych zagadnień obejmuje wątek kobiecy, dlatego pozwalam sobie przytoczyć kilka cytatów z nimi w roli głównej:
"Dziś ta ograniczona i mocno ekskluzywna branża [turystyczna] wydaje się powoli wracać do równowagi, ale o wzięciu udziału w tych rzadkich wycieczkach można zapomnieć, jeśli jest się 44-letnią wdową, rozwódką lub panną. Kobiety w wieku poniżej 45 lat nie mają tu wstępu [do Arabii Saudyjskiej], jeśli nie towarzyszy im mąż lub ojciec. Odpowiedzialne męskie towarzystwo ma nad nimi czuwać i dbać o to, aby poprawnie się zachowywały."
"Stojąc w kolejce do kontroli na lotnisku w Nadżranie, zerkam ukradkiem przez ramię kobiety przede mną. Co też można zobaczyć na jej dowodzie tożsamości? Oczywiście, jeśli Saudyjka wybiera się za granicę, to w paszporcie musi mieć swoje zdjęcie. Inne kraje nie przyjęłyby nikogo, kto przedstawiłby zdjęcie z czarnym workiem na głowie. Tutaj problem identyfikacji zdjęcia na dokumencie prawa jazdy odpada, ale co musi się znajdować na dowodzie tożsamości miejscowych kobiet? Odpowiedź: zdjęcie męża."
"Nie mogą się także strzyc. W Arabii Saudyjskiej jest pełno fryzjerów męskich, ale salony fryzjerskie dla kobiet po prostu nie istnieją. Dostęp do zawodu fryzjerskiego mają tu tylko mężczyźni, a oni nie mogą obcinać włosów kobietom."
"Niezależnie od wszelkich BMW i mercedesów, Arabia Saudyjska to zdecydowanie Trzeci Świat, jeśli chodzi o antykoncepcję, kontrolę urodzeń i płodność. Przeciętna saudyjska kobieta ma obecnie ponad 16 dzieci."
Tony Wheeler, "Przeklęta ziemia", Wyd. Carta Blanca, Warszawa 2008, tłum. Grzegorz Fik.

Ogólnie ciekawa książka. Autor opisuje takie miejsca, do których za bardzo nie docierają turyści. Jestem w trakcie czytania i rozdział o Arabii Saudyjskiej jak na razie najbardziej mnie zaintrygował :)
czwartek, 30 czerwca 2011
Polscy kajakarze zaginęli w Peru!!
Proszę wejść na tę stronę internetową.
środa, 29 czerwca 2011
Co nam daje podróżowanie?
Nic, tylko pakować plecaki i ruszać w świat :-)
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Świat bez granic – podróż za 1 grosz
Turystyczne Koło Naukowe „Świat bez granic” działające przy Wydziale Zarządzania na Uniwersytecie Gdańskim pragnie zaprosić Państwa na konferencję pt. „Świat bez granic – podróż za 1 grosz”.
Przyjdź i dowiedz się jak efektywnie spędzić zbliżające się wakacje! Naucz się w jaki sposób podróżować nie wydając ogromnych pieniędzy. Przeżyj niesamowitą przygodę
i poznaj historię inspirujących podróżników.
Miejsce: Uniwersytet Gdański, Wydział Zarządzania sala 409
Ul. Armii Krajowej 101, Sopot
Data: 20 czerwca 2011r. godz. 16:00 (poniedziałek)
Agenda:
16:00- Małgorzata Pryśko - "Jak zacząć podróżować - od Polski, przez Europę po cały świat”
17:00- Maciej Skowron - "Afrykańskie podróże"
18:00- Michał Witkiewicz - "Magiczne Zakaukazie"
Do zobaczenia!! :-)
a i jeszcze jedno.. znowu jestem pierwsza, więc proszę uwzględnić korki w Trójmieście i się nie spóźnić ;-))
czwartek, 14 kwietnia 2011
Dzień Ziemi w Braniewie
*******
Światowy Dzień Ziemi wypada co prawda 22 kwietnia, ale Liceum Ogólnokształcące im. Feliksa Nowowiejskiego w Braniewie świętuje go 20 kwietnia, czyli w najbliższą środę. Zostałam poproszona o powiedzenie kilku słów o podróżach :-) Jeżeli więc ktoś będzie miał ochotę posłuchać co nieco o różnych zakątkach świata, a także o praktycznych stronach podróżowania, to zapraszam! Mam nadzieję, że nie będzie problemu z wejściem na aulę LO. Niestety na chwilę obecną nie wiem, o której prezentacja będzie miała miejsce. Jak się dowiem, to dam znać :-)
poniedziałek, 14 marca 2011
Kolosy, Kolosy i po Kolosach.
Weekend zleciał kolosalnie szybko. Jak pisałam wcześniej miałam zamiar spędzić go w Gdyni i zamiar ów wykonałam. W tym roku na spotkaniach podróżników nie było podziału na dzień wody, góry i podróży. Prelekcje zgrupowane były w kilkugodzinnych blokach, całkiem wymieszane, więc można było od razu trafić zarówno na góry jak i np. podróże. Nie obejrzałam oczywiście wszystkich, ale stawiłam się każdego dnia. I po tym co zobaczyłam mam kilka refleksji (moich osobistych, bardzo subiektywnych, na podstawie tego co zobaczyłam). Po pierwsze miałam wrażenie, że gór prawie wcale nie było, albo większość ja przeoczyłam. Świetna była prezentacja Oli Dzik „Śnieżna pantera” i szczerze nie rozumiem, dlaczego Ola dostała tylko wyróżnienie, a nie Kolosa. No cóż, taki wybór kapituły. Po drugie – dominowały rowery. Rowerem tu, rowerem tam, przez Amerykę Południową, Afrykę, Azję, w ciągu trzech miesięcy, czy kilku lat. Z jednośladów, to jeszcze jakieś motory się pojawiły. Po trzecie, zastanawiam się w jaki sposób odbywa się selekcja prezentacji, na jakiej podstawie niektóre lądują na sali głównej, a inne w tzw. Małym fotoplastykonie w sali seminaryjnej.. Widziałam tam świetną relację z przejazdu samochodami terenowymi wzdłuż Bajkalsko Amurskiej Magistrali i tak się zastanawiałam, dlaczego nie wrzucili tego na dużą salę (dobra, chyba wiem dlaczego – tan sam prelegent opowiadał później o off-roadzie w Australii ;)) Ale i tak zachęcam do obejrzenia tego filmu.
I na koniec – popularny kierunek roku 2010 to Madagaskar J Jeżeli dobrze policzyłam, to o tej wyspie były 3 prezentacje. Podsumowując – jakoś w tym roku poziom slajdów mnie zbytnio nie zachwycił. Nie wiem, może to wynika z tego, że w życiu już naoglądałam się mnóstwa zdjęć itp., a może moje wymagania zrobiły się jakieś bardziej wygórowane. Ale to nic i tak zazdroszczę tym wszystkim ludziom tego gdzie byli i co zobaczyli!
Laureatów możecie poznać tu.
sobota, 5 marca 2011
Kolosy
Kolosy mają miejsce w Gdyni, w dużej hali widowiskowo-sportowej. Przez tę lokalizację rozwiązał się problem braku miejsc - kilka lat temu odbywały się one w sali kinowej, a ludzie stali w przedługich kolejkach (m.in. z powodu tych kolejek swojego czasu pracowałam podczas Kolosów jako wolontariuszka - przez chwilę mogłam poczuć się ważna - mogłam wchodzić i wychodzić kiedy mi się podobało ;P). Najbliższa edycja już za tydzień i
będzie ona świetnym pretekstem do spotkania ze znajomymi - wszak środowisko geograficzne (i nie tylko) bardzo lubi wszystko co podróżnicze. Prawdę mówiąc to jeszcze nie zagłębiałam się w tematykę tegorocznych prelekcji. Z poprzednich lat wiem, że poprzeczka została dość wysoko postawiona, mam nadzieję więc, że tegoroczne pokazy będą reprezentowały poziom i będą warte ruszenia swojego tyłka do Gdyni.
Do zobaczenia więc w Gdyni, zabierzcie karimaty i termosy z herbatą/kawą/czymkolwiek bo przez 3 dni będzie zapewne sporo do oglądania!

ps. logo z kolosy.pl
czwartek, 3 lutego 2011
Ada i Maciek mieli odwagę...
Dziękuję w ich imieniu za głosy :-) Mam nadzieję, że kartkę wyślą ;-)
wtorek, 16 listopada 2010
Gdański Festiwal Przygody AVENTUREROS!
Tym razem nie o tym, co było, ale o tym co będzie. Już oficjalnie mogę Was wszystkich zaprosić na pierwszy Gdański Festiwal Przygody AVENTUREROS! Będzie miał on miejsce w dniach 26-27.11.2010 r. w - jak sama nazwa wskazuje - Gdańsku, a dokładniej w CH Manhattan. Będą spotkania ze słwanymi podróżnikami, zdjęcia, opowieści różnej treści i nawet ja będę miała swoje przysłowiowe 5 minut i poopowiadam co nieco o moim wyjeździe do Indii i na Sri Lankę. Wiele osób się mnie pytało: "Kiedy zrobisz pokaz zdjęć?". Jakoś nigdy nie było okazji, wakacje to taki bardzo zapracowany czas, teraz pojawiła się możliwość, więc teraz jak chcecie możecie mnie posłuchać :-)A więcej informacji znajdziecie tutaj.
ps. ja będę się wysilać w piątek 26.11.2010 ok godz. 17 ;)
czwartek, 22 lipca 2010
Samsara.
Książka opowiada o ostatniej podróży Tomka do Azji, ale autor nawiązuje też i wspomina wcześniejsze wyjazdy, m.in. do Etiopii.. W Samsarze Tomek tropi magię, serio, to jeden z motywów przewodnich jego włóczęgi po Azji, a zobaczył m.in Nepal, Indie [i odwiedził Kalkutę, a ja zaczynam żałować, że tam nie pojechałam..], Tajlandię, Laos, Malezję. I podróżuje on zupełnie inaczej niż większość. Bez planu, bez celu - przecież on znajdzie się za rogiem, nie wie co będzie robił jutro, gdzie będzie spał. Dzięki temu przeżywa zapewne o wiele więcej przygód niż zwykli zjadacze chleba i bardzo ładnie przelał swoje wrażenia na papier. Dzięki takim książkom chcę zobaczyć, poczuć co raz więcej i więcej. A ten opis Festiwalu Wegetariańskiego... To wszystko sprawia, że mam ochotę znowu spakować plecak i skierować swoje myśli i się samą w kierunku wschodnim..
I jeszcze jedno: książka zaraża. Jak ją już zaczniesz czytać, to nie możesz przestać :-)
PS. Jakby ktoś chciał ją pożyczyć, to wiecie gdzie mnie szukać ;-)czwartek, 27 maja 2010
Hajer
Chciałabym Wam napisać kilka słów o pewnej osobie, którą poznałam w Delhi. Nie wspomniałam o tym spotkaniu wcześniej, ale teraz nadeszła na to pora. Hajera, czyli Mieczysława Bieńka, poznaliśmy w FRRO, czyli w biurze, gdzie jako obcokrajowcy musieliśmy się zarejestrować, po tym jak nie wpuścili nas na powrotny samolot do Europy. Poznaliśmy się zupełnie przypadkiem, siedziałam na schodach, on usiadł obok, mignęło mi w jego papierach słowo "Poland", więc zapytałam się [po angielsku] skąd jest. I okazało się, że rzeczywiście z Polski, a dokładniej z Katowic :-) Następnego dnia spotkaliśmy się przypadkiem na Main Baazar, jednej z ulic Delhi i w rozmowie wyszło, że Grzyb, ja i Hajer wracamy tymi samymi samolotami do Polski! Bardzo się ucieszyłam, ponieważ Mietek to niesamowity gawędziasz, podróżuje od prawie 10 lat, zobaczył dużo, jeszcze więcej miał przygód, których niesamowicie się słuchało.
O Hajerze powstał film - m.in on jest głónym motywem tego postu - "W drodze" w reżyserii Pawła Wysoczańskiego (2008). Skąd taki tytuł? Otóż film opowiada o podróży Mietka do... Dalajlamy! Ale jak dla mnie, to jest to film o spełnianiu marzeń, o determinacji, o osiąganiu postawionego celu. Odniosłam wrażenie, że jego życie uległo totalnej zmianie po wypadku i spakował plecak, by wyruszyć w świat, bo jak to główny bohater powiedział "podróżowanie to nałóg albo narkotyk". Zgadzam się z tym w 100% - podróże wciągają niesamowicie i ten film właśnie to pokazał.
Nie powiem Wam czy udało się Hajerowi dotrzeć do Dalajlamy (choć odpowiedź jest oczywista...), powie Wam za to sam bohater, który teraz przemienia się w autora książki "Podróż Hajera do Dalajlamy". Książka jest podróżą przez jego całe życie, Mietek opisuje tu przygody z licznych wyjazdów na kontynent azjatycki, by finalnie odwiedzić Dalajlamę. Czy mu się uda? ;) Przekonajcie się sami i przeczytajcie książkę. Uwaga! Wciąga! :)
Tak się zastanawiałam czy lepiej jest najpierw przeczytać książkę czy obejrzeć film? Czy może jednak odwrotnie? W sumie to nieważne, polecam to i to, nieważne które pierwsze ;)