"Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia."
Ryszard Kapuściński

piątek, 9 września 2011

Tam jadę.

Za kilka dni wyjeżdżam na studia do... Turcji ;)
Dokładniej tam:

Wrzucam mapkę, by za długo nie tłumaczyć, gdzie Afyon dokładnie się znajduje ;)
Do zobaczenia! Pa! :)

piątek, 19 sierpnia 2011

Kato.

Betonowe Katowice. To pierwsza myśl, która mi przychodzi do głowy na słowo "Katowice". Może jest krzywdząca, bo niby Katowice to ostatnio Miasto Ogrodów [czy Miasto-Ogród?], ale cóż, stereotypy mocno zakorzeniły się w mojej głowie. Nigdy nie byłam w tym mieście na dłużej niż kilka godzin, z poprzednich wizyt nie mam zbyt dobrych wspomnień. Tym razem wybrałam się do stolicy Górnego Śląska w celu bardzo rozrywkowym, mianowicie w dniach 5-7.08 miał miejsce tam OFF Festival. Wracając do samych Katowic, to nie widziałam za wiele tego miasta. Po wytoczeniu się z pociągu, zgubieniu w budowlanym labiryncie dworca, znalazłyśmy w końcu maka - była przecież 7 rano, czas na poranną kawę. Mak znajduje się na "deptaku". Nie mam pojęcia jak ta ulica się nazywa, na początku strzeże jej żaba w fontannie, ale jest to chyba najbrzydszy deptak jaki widziałam. Prawie nie ma knajpek, kamienice obwieszone są okropnymi,http://www.blogger.com/img/blank.gif nijak do siebie pasującymy reklamami, reklamującymi wszystko: punkty ksero, sklepy, knajpę, sex shop. Po wizycie w maku zachciało mi się zobaczyć symbol tego miasta - Spodek. Poczłapałyśmy się więc w jego kierunku, zrobiłyśmy fotę, posiedziałyśmy nad fontanną i dzida - znalazłyśmy autobus wiozący ludność nad Trzy Stawy, miejsce gdzie odbywał się festiwal. W czasie jazdy widziałam kilka miejsc, całkiem fajnych, które mogłabym bardziej zgłębić, zbadać - ale pierwsze wrażenie i tak mocno odcisnęło się na mojej psychice. A Trzy Stawy.. cóż.. chwała za reala i maka, i skarpę z krzakami, które dawały ciutkę cienia!
O festiwalu napiszę tyle, że było bardzo fajnie! Więcej możecie poczytać tutaj - opis m.in. Kamili.

Kilka zdjęć z Kato:






czwartek, 4 sierpnia 2011

Karpacz

Trzy tygodnie temu [!!] pojechałam do Karpacza. Na zawody oczywiście. W tym roku w Biegu na Śnieżkę wzięło udział ponad 230 zawodników. Nieźle. Biuro zawodów udało nam się ogarnąć w 2,5 godz. Też nieźle.
Wyjazd było bardzo na luzie - przynajmniej dla mnie. Jadąc do zahaczyliśmy o najpopularniejszą miejscowość w Polsce Zachodniej i nie mogłyśmy się powstrzymać przed zrobieniem zdjęcia:


A wracając zepsuł nam się samochód, dzięki czemu mieliśmy krótkie wczasy we Wrześni :) Nie zwiedzaliśmy, nie lataliśmy po sklepach, nic z tych rzeczy. Siedziałyśmy sobie na słoneczku, opalałyśmy nogi i piłyśmy piwko, a Paweł pracował :-)

czwartek, 14 lipca 2011

Krutynia!

Sama z siebie w życiu nie pojechałabym na Krutynię, ponieważ nie lubię pływać po jeziorach [chyba, że pogoda jest idealnie piękna :-)], a Krutynia - rzeka typowo pojezierna - charakteryzuje się tym, że przepływa przez liczne, całkiem spore naturalne zbiorniki wodne. Jednak w tej pracy czasami trzeba zamienić biurko na kajak [na co akurat nie narzekam!] i jak ostatnio pojechać nad Krutynię. Spływ miał miejsce oczywiście z okazji Bożego Ciała ;) Tym razem - jak już zdradziłam - padło na Mazury i królową tamtejszych rzek - Krutynię. Jak co roku, w czwartek wszyscy się zjechaliśmy - tym razem do Piecek pod Mrągowem, a spływaliśmy w piątek i sobotę - wybraliśmy specjalnie odcinki samą rzeką :-) Precyzując - ja wzięłam udział tylko w piątkowym spływie - pokonaliśmy odcinek z Jeziorka Krutyńskiego [ślicznie! ale też tłoczno..] do Ukty. Najbardziej podobała mi się pierwsza część, do Rosochy. Rzeka płynie głównie lasem, więc mimo wolnego i leniwego nurtu jest nawet ciekawie. Polecam zdecydowanie na pierwsze spływy oraz na pływanie z dzieciakami.
Po drodze spełniliśmy z Maćkiem bardzo dobry uczynek - uratowaliśmy psa, który zagubił się w trzcinach i nie mógł wydostać się na brzeg.. Już go chciała zabrać ze sobą, ale głos rozsądku - Maciek - kazał mi go wysadzić w najbliższej wiosce..
I dwie foty z soboty:




czwartek, 30 czerwca 2011

Polscy kajakarze zaginęli w Peru!!

Nie wiem, czy ktokolwiek będący w Peru czyta mojego bloga, ale może macie znajomych tam przebywających lub umieścicie link o info w swoim bloghttp://www.blogger.com/img/blank.gifu... Celina Mróz i Jarek Frąckiewicz, polscy kajakarze, zaginęli w Peru! Kilka dni temu mieli przylecieć do Polski, nie przylecieli. Ostatni wpis na ich blogu datowany jest na 26 maja. Miałam okazję poznać pana Jarka kilka lat temu na Kolosach - bardzo ciepły i pozytywny człowiek. Mam nadzieję, że nic im nie jest i że szybko się odnajdą!
Proszę wejść na tę stronę internetową.