"Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia."
Ryszard Kapuściński

sobota, 7 sierpnia 2010

weekend w Gdańsku.

Weekend wcale nie wyjazdowy. Ile to można ;) tydz temu skoczyłam do Braniewa, teraz postanowiłam pozostać w Gdańsku, tym bardziej, że tyle tu możliwości do działania...

Po pierwsze: praca. Musiałam tu przyjść, właśnie tu siedzę i zbijam bąki. Punkt pierwszy przeszkodził mi w porządnym wyspaniu się, o którym marzę od czasu długiego..

Po drugie: plany, plany, plany. Weekend bez planów to weekend stracony. I tak, zaplanowałam: spacer w Sopo [w końcu i tak tu przyjechałam do pracy], przejażdżkę rowerową, kino, wyspanie się, sprzątanie łazienki, kuchni, pokoju = prawie całego mieszkania, zakupy, pyszna mrożona kawa gdzieś, skoczenie do muzeum bursztynu, przeczytanie książki, pomalować paznokcie, pouczenia się niemieckiego, ogarnięcia zawodów, piwo z Martyną, Lukiem i Kamilą, spotkanie z Asią i Łukaszem, wyspanie się, spotkanie z rodzicami i Miśką, spacer z nimi, zjedzenie ciasta, wyjść na tańce, wyspanie się, szlajanie się po Trójmieście w poszukiwaniu ciekawych akcji

Po trzecie: ciekawe akcje w 3mieście
1. Parkowanie i to wcale nie samochodu! Akcja w Parku Oliwskim, dla tych co nie chcą siedzieć w domu, coś ciekawego porobić, poruszać się, dowiedzieć się czegoś nowego, poobcować z naturą, posłuchać fajnej muzyki.
2. Dla tych, którzy mają ochotę na mocniejsze wrażenia zachęcam do odwiedzenia CSG, gdyż tam właśnie odbywa się drugi Gdańsk Tattoo Konwent 2010. Byłam rok temu i powiem - całkiem ciekawa impreza. Dużo się dzieje: zombie dance, fireshow, konkrsy na najlepszy tatuaż, breakdance, pokaz mody alternatywnej i oczywiście dużo, dużo wystawców, gdzie ciut taniej możesz się wzbogacić o tatuaż ;) A i nie zapominajmy o muzyce. Będzie grało, będzie. After - w Szafie ;)
3. Tym razem w Gdyni. A dokładniej na Placu Grunwaldzkim odyba się V Festiwal Rytmu i Ognia FROG. To już piąta edycja, a ja jeszcze na niej nie byłam.. Ale śledzę, może w końcu się wybiorę! Co to jest w ogóle? FROG to "pokazy ogniowe, rytm afrykańskich bębnów, muzyka etniczna i ciekawa oferta warsztatowa". Czyli kolejna akternatywa na spędzenie fajnego weekendu przy rytmach bębnów. Tylko tak Gdynia tak daleko..
4. Dziś także gratka dla pasjonatów tańca i dobrej muzy. Od wczoraj w Gdańsku, na Placu Zebrań Ludowych, gdzie lud się zabrał, odybwa się MTV Gdańsk Dźwiga Muzę 2010. Jest to druga edycja festiwalu, wcześniej po pojęciem Gdańsk Dźwiga Muzę kryło się kilka koncertów w okresie wakacyjnym, teraz wszystko skumulowane jest w 3 dniach. To ma sens, jeśli całą kasę wyda się na coś ciekawego i niebanalnego. W tym roku organizatorzy stawiają na tanieć, odbywają się już warszataty taneczne, mam nadzieje, że na wyskoim poziomie ;)
5. Jeżeli ktoś ma niedostyt bębnowy po FROG-u, to dziś w Pick & Roll Club będzie koncert grupy Wadokyo. Szczerze mówiąc, to usłyszałam o nich niedawo, ale powiem jedno - wymiatają.

Do tego trwa przecież Jarmark św. Dominika! Huraa! W weekend tłum zaleje moją dzielnię! A tak na serio, to dzięki jarmarkowi starówka żyje nocą ;) Oczywiście w 3mieście dzieje się o wiele, wiele więcej.. Jazz w Gdyni, muzyka organowa w Katedrze Oliwskiej, w Gdyni także festiwal piosenki morskiej.. Dla każdego coś dobrego :-)

A ja? Cóż, znając życie [trochę już jednak żyję ;))], to z moich planów pewnie wszystkich nie zrealizuję.. I pewnie nie bardzo uda mi się wpaść na którąś z opisanych imprez..
Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam miłego weekendu! :-)

środa, 28 lipca 2010

Deszczowo-kajakowo - foty

Kilka zdjęć z naszej kajakowej eskapady :)

Czekając na kajaki... Jeszcze nie padało!
Prilas
Znajomi, którzy wyszli z lasu. Auto w lesie zostało.


Batman. Tak go raziło, że okulary sobie kupił.

Moda polska - najnowsza kolekcja super-projektantki Aguś-Krawczuś! Już w sklepach!!

Kolejna suknia na deszcz z kolekcji..
Wersja męska też dostępna!!

Aga i Priamo :)
Dżoannnnnaaaa! Tu jako modelka, prezentuje się na zielono.

Po pokazie mody wskoczyliśmy w kajaki! Kambodża też była :)

Płynieeeeemy!!!

Klapek nie przeżył kajaków... Zbyt słaby był biedny...
Zmokła kura.
Posiłek regeneracyjny w Widnie. Catering zapełniła firma Kas & synowie.

Bez komentarza, bo jeszcze dostanę....!

Jezus.

Proszę przyjrzeć się tej fotografii. Prezentowane są tutaj 3 sposoby ciągnięcia kajaka:
1. Za dziób
2. Za rufę
3. Za wiosło.
Dziękuję.

Płyyyyniemy! Jezioro Laska :-)

Reklama kajaków.

Czasem trzeba było "wypompować" wodę...

Aguś i Kamiś. Już pod dachem, już jest sucho!
Mistrz drugiego planu

Oto my!!! Niestety bez Agi i Priama..
Dziękuję Wam, fajnie było!! :)

Asia, ja i nasi przyjaciele!
A więcej fot tu ->>> kajakowe zdjęcia

poniedziałek, 26 lipca 2010

Deszczowo-kajakowo

Wybraliśmy się na kajaki. Długo na to czekaliśmy, udało nam się zgrać, wszyscy mieli wolny weekend, cieszyliśmy się jak dzieci, bo dawno nie biwakowaliśmy, dawno razem czegoś wspólnie nie robiliśmy. W piątek spakowaliśmy się w samochody z czego powstały 3 ekipy:
1. Kasowa - Kas, Asia, Scarlett
2. Kosowa - Kos, Kasia, Batman, Maciek
3. Krawczowa - Krawczu, Kamiś, Agata i ja
i w sobotę, na jeden dzień tylko dojechała ekipa braniewska - Aga i Priamo :-) Na miejscu, czyli w Swornychgaciach oczywiście (no bo gdzie moglibyśmy jechać na kajaki, jak nie tam?) czekał już na nasz Prilas. I tak wyszło nas 14 osób, które z uśmiechami na twarzach w sobotę, w strugach deszczu wskoczyły do kajaków! Tak, tak! Padało, a nawet lało momentami. Zaczęło już w nocy, ale w wtedy zbytnio nam to nie przeszkadzało - spaliśmy sobie smacznie w namiotach. Rano nawet przestało, mieliśmy więc nadzieję, że tak będzie cały dzień.. Jadąc do Rolbika, gdzie zaczynaliśmy (rzeka Zbrzyca) zgubiliśmy się w lesie, Kosowi zagrzał się samochód i stwierdziliśmy, że są kurki.
Rzeka rewelacja - fajnie meandrująca wśród pól czy przepływająca przez piękny las. Do Laski zastanawialiśmy się czy płynąc dalej, czy już tu zakończyć naszą kajakową przygodę. Mimo deszczu płynęło się całkiem fajnie - nie wiało, nie było za zimno, więc zdecydowaliśmy - lecimy dalej. Za Laską mieliśmy do pokonania 5 małych jezior. Ja nie przepadam za pływaniem po jeziorach, ale nie było wyjścia. Na szczęście nie było fal, daliśmy jakoś radę, tylko zaczęliśmy z sił opadać. Za jeziorem Śluza jednak zrezygnowaliśmy, przyjechał po nas Janusz i zrobiliśmy busem etap rajdu Kormoran. Ale Maciek i Batman popłynęli dalej. Spotkaliśmy się już w Swornychgaciach.
I tu z nieba, niczym deszcz, spadł nam Janusz. Zaproponował nam nocleg u siebie, w Wielkich Zaniach, położonych jakieś 1,5 km od Swornychgaci. Nocleg pod dachem. Ucieszyliśmy się jak dzieci, byliśmy cali przemoczeni, dodatkowo namiot Kosa i Kasi zmienił się w basen. Tak więc impreza przeniosła się pod dach. I powiem wam, było bardzo, bardzo fajnie :-) dawno się tak nie uśmiałam! Nawet raz popłakałam się ze śmiechu ;)
W niedzielę udaliśmy się do Chojnic celem odwiezienia Prilasa. Przy okazji zajechaliśmy do maka na kawę, lody i inne świństwo. Swoją drogą moim odkryciem roku jest właśnie mak w Chojnicach, nieźle, nieźle. No i skończyliśmy, wsiadamy do samochodów i Agu nie może odpalić... Nie może i nie może. Załamka totalna. Zlecieli się chłopaki (Kos był rewelacyjny - zostawił samochód na środku drogi, na wysepce, na awaryjnych i dodtkowo podniósł klapę, żeby nie było ;-)), powstało od razu kilka teorii spiskowych, podłączyliśmy dwa akumulatory, nadal polo nie odpala.. Bohaterem okazała się Batman - coś odkręcił, coś przykręcił i załapało! Przy okazji nauczyliśmy się nowego, trudnego słowa. Niestety wyleciało mi już z pamięci..

Dziękuję wszystkim za przybycie i mam nadzieję, że więcej takich akcji w takim gronie!!! :-)

PS. Zdjęcia będą - później :-)

PS. Opis Agaty :-)

czwartek, 22 lipca 2010

Samsara.

Samsara. Na drogach, których nie ma. To tytuł kolejnej książki, którą chcę Wam przedstawić. Tym razem nie poznałam autora, lecz co nieco o nim słyszałam; słuchałam m.in jego audycji w Trójce. Autorem jest bowiem Tomek Michniewicz, dziennikarz, podróżnik, teraz także pisarz.
Książka opowiada o ostatniej podróży Tomka do Azji, ale autor nawiązuje też i wspomina wcześniejsze wyjazdy, m.in. do Etiopii.. W Samsarze Tomek tropi magię, serio, to jeden z motywów przewodnich jego włóczęgi po Azji, a zobaczył m.in Nepal, Indie [i odwiedził Kalkutę, a ja zaczynam żałować, że tam nie pojechałam..], Tajlandię, Laos, Malezję. I podróżuje on zupełnie inaczej niż większość. Bez planu, bez celu - przecież on znajdzie się za rogiem, nie wie co będzie robił jutro, gdzie będzie spał. Dzięki temu przeżywa zapewne o wiele więcej przygód niż zwykli zjadacze chleba i bardzo ładnie przelał swoje wrażenia na papier. Dzięki takim książkom chcę zobaczyć, poczuć co raz więcej i więcej. A ten opis Festiwalu Wegetariańskiego... To wszystko sprawia, że mam ochotę znowu spakować plecak i skierować swoje myśli i się samą w kierunku wschodnim..
I jeszcze jedno: książka zaraża. Jak ją już zaczniesz czytać, to nie możesz przestać :-)

PS. Jakby ktoś chciał ją pożyczyć, to wiecie gdzie mnie szukać ;-)

wtorek, 20 lipca 2010

MM2010 Karpacz

W czwartek wieczorem spakowaliśmy manatki i wyruszyliśmy w długą podróż do Karpacza. Powodem tego wyjazdu nie była wcale chęć pochodzenia po górach (choć chęć wystąpiła, niestety nieuskuteczniona..) lecz Bieg na Śnieżkę, kolejna edycja MM2010.
Podobieństw do wyjazdu do Ustronia było sporo, także pojechał Krzyś i zabrał laski: Anię, Kamilę i Marię oraz moją siostrę. Tu podobieństwa się kończą, bo wiem następiła wymiana sióstr: do Karpacza udała się Michalina, najmłodsza z rodu Pryśków. I w sumie Maciek pojechał z Krzysiem, a Miśka ze mną i Pawłem, i przyczepką. Całe szczęście - nie zepsuła się.. Dojechaliśmy jeszcze przed południem, więc mieliśmy jeszcze sporo czasu na załatwienie wszystkiego.
Tym razem, po złych doświadczeniach ze schroniskiem w Karpaczu, spaliśmy w Jeleniej Górze, w bardzo fajnym Schronisku Wojtek. Piątek zleciał nam na bieganiu, jeżdżeniu po Jeleniej Górze [ja i Paweł] oraz po Karpaczu [Maciek i Krzysiek], trzeba było dopiąć wszystko na ostatnią chwilę, a także na przygotowywaniu biura zawodów [Kamila, Ania, Maria, Michasia]. Wieczorem zajechała jeszcze ekipa wrocławsko-opolska oraz białostocka, z czego bardzo się ucieszyłam ;]
Zawody odbyły się jak zwykle w sobotę. Byliśmy przygotowani na ponad 200 osób, tym razem jednak frekwencja nie dopisała tak wspaniale jak w Ustroniu i wystartowało 168 zawodniczek i zawodników.
Bieg na Śnieżkę różni się o innych edycji Mountain Marathon. Jako jedyny jest biegiem typu alpejskiego, czyli biegnie się głównie pod górę, występują jedynie bardzo krótkie odcinki lekkiego zbiegu. Tutaj też meta jest w innym miejscu niż start - czyli musieliśmy rozegrać to trochę inaczej logistycznie.Mi, jak zwylke, przypadło siedzenie na starcie i obsługa biura zawodów, ale dzięki tenu nie witałam zawodników na mecie, co robił Stefan na szczycie :-)
Kilka osób zostało zawiezionych na swoje punkty.. Kilka osób musiało wejśc na górę..
Czyżby się zgubili? ;)

Moim zdaniem i pewnie nie tylko moim, zawody wypadły lepiej niż rok temu. Ominął nas deszcz, catering był na stadionie, sprawniej organizacyjnie to wszystko wypadło. No i meta była na Śnieżce, a nie pod...
W niedzilę był plan. Plan, aby zabrać Michaśkę i Kacpra [zwanym Czarusiem] na szczyt. Niestety deszcz odebral nam tej przyjemności wjechania na Kopę i przejścia spacerkiem na Śnieżkę.. Spokowaliśmy się więc i ruszyliśmy w drogę powrotną...
I chciałabym podziękować wszystkim za pomoc! Bez Was byśmy nie dali rady :-)
Kolejne zawody w Piwnicznej! :-)

Zmęczeni już po:)Zdjęcia wzięłam od Ani i Kamili. Zapraszam jeszcze do przeczytania opisu Ani :-)