"Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia."
Ryszard Kapuściński

środa, 7 kwietnia 2010

Mapy

Wrzucam mapy z zaznaczonymi trasami naszego wyjazdu. Oczywiście nie obrazują one w 100% dokładnie tych dróg, które pokonaliśmy; wątpię by lokalny, indyjski autobus jechał wg trasy wytyczonej przez Google Earth ;) Ale starałam się. W przybliżeniu możecie zobaczyć gdzie byliśmy!
I zmieniłam nazwę bloga. Polska 2010 stąd, że na razie tu przebywam ;) A już wiem, że szykuje mi się kilka wyjazdów w różne zakątki naszego pięknego kraju, więc zapewne coś o tym napiszę.
:-)



INDIE 2010


SRI LANKA 2010

czwartek, 1 kwietnia 2010

Jestesmy!

Już wszyscy wróciliśmy :-) dotarłam nawet do Braniewa, gdzie sobie teraz odpoczywam :-)
Jak na razie mam jeszcze ograniczony dostęp do mojego telefonu, czekam na jakiś aparat. A dziś wieczorem/jutro koło południa postaram się umieścić zaległe zdjęcia :-)

Blog nie umiera - myślę, że gdzieś jeszcze pojadę, choćby na kajaki na Kaszuby... Tylko muszę pomyśleć nad jego nazwą... Zapraszam więc do odwiedzania go od czasu do czasu!

poniedziałek, 29 marca 2010

Powroty, powroty...

...do ktorych nie mamy szczescia.. Od kilku godzin powinnismy byc juz w Polsce, a gdzie jestesmy? Nadal w Delhi! Oczywiscie nie mielismy jakies pieczatki czy czegos w naszych paszportach. Kamila przepuszczono, przypadkiem. Nas juz nie. I zaraz znalezli Kamisia i anulowali mu wyjscie z Indii... co tym ludziom zalezalo? Wystarczylo postawic 4 pieczatki biednym, mlodym ludziom z dalekiej Polski.. Okazalo sie, ze nie zarejestrowalismy sie w urzedzie dla obcokrajowcow (w czasie naszego pobytu zmienily sie przepisy dotyczace osob z wiza turystyczna...). Przepadl nam bilet... Ale udalo nam sie wszystko dzis zalatwic i Agula z Kamilem jutro juz po 16 beda w Gdansku, a ja i Grzyb dolecimy do Warszawy pojutrze z samego rana! Wiec sprawy nie poszly nam tak strasznie zle (na Sri Lance stracilismy tydzien!). W biurze rejestrujacym obcokrajowcow spotkalismy mnostwo osob z tym samym problemem.... Jak dla mnie te nowe przepisy to paranoja, glupota i stwarzenie dodatkowej, niepotrzebnej biurokracji. Ale to Indie, tu wszystko jest mozliwe.

środa, 24 marca 2010

To i owo z Indii :)

Czy bedziecie bradzo zli, jak zdjecia z opisywanych przeze mnie miejsc zobaczycie dopiero za kilka dni? Ponownie trafilam na wolny komputer i prawde mowiac, to nie chce mi sie z nim walczyc.
A my od ostatniego wpisu zobaczylismy kilka miejsc :-) Z Badami wybralismy sie na Morze Arabskie. W pierwszych planach mielismy jechac na Goa, ale od kilku osob slyszelismy, ze Gokarna, ktora lezy kilkadziesiat km na poludnie od Goa, jest lepsza, fajniejsza. Pojechalismy wiec tam. I bylo calkiem spokojnie, fajnie. Spalismy w izbie -tego inaczej nazwac nie mozna, gdzie atakowaly nas przerozne owady (ale dzielnie z nimi walczylismy!), na plaze zbytnio nie chodzilismy, ale slyszelismy szum fal i - to co mi sie najbardziej tam podbalo - odkrylismy przszne czekoladowe, zimne lassi, tzn ja odkrylam i sie tym opijalam :) A lassi to cos a'la jogurt. Z Gokarny przeskoczylismy do Mumbiu. To kolejne miejsce, o ktorym jak wczesniej slyszalam czy czytalam, to myslalm sobie: "Chce tam pojechac!". I bylam, zobaczylam. To bardzo kontrastowa, olbrzymia matropolia... Nocowalismy w dzielnicy Fort, ktora bardzo przypominala mi Londyn (tylko tutaj w brudniejszej wersji). Nie zobaczylismy tam zbyt wielu miejsc - mielismy tylko dwa dni. Widzielismy oczywiscie Brame Indii, jedna najslyniejszych budowli w tym miescie. Wybralismy sie tez na wyspe Elephanta, zwiedzic tamtejsze jaskinie (plyniecie promem we mgle posrod wielkich statkow - bezcenne przezycie!), pochodzilismy po dzielnicach Colaba i Fort. A teraz jestesmy Aurangabadzie, ktory jest nasza baza wypadowa do Ajanty oraz Ellory - miejscowosci, gdzie znajduja sie wspaniale swiatynie wykyte w skalach. Uwierzcie mi na slowo - rewelacja!
Jutro ruszamy juz do Delhi, skad w nocy z niedzieli na poniedzialek mamy samolot do Polski. Wiec juz calkiem niedlugo! Do zobaczenia! :-)
Zachód słońca w Gokarnie


Mumbai - Brama Indii oraz hotel Taj Palace


Mumbai
Jedna z rzeźb z jaskini na wyspie Elephanta




Ellora

czwartek, 18 marca 2010

Badami - Aihole - Pattadakal

Badami to kompletne przeciwienstwo Hampi, jezeli chodzi o infrastrukture turystyczna. W Hampi roilo sie az od guest housow czy knajpek na dachach. Mieszkancy byli juz przywykli do sporej ilosci bialych osob. W Bdami wrecz przeciwnie. Jedynie noclegownie, ochydne lodge, znajdowaly sie przy glownej, halasliwej i zakurzonej drodze tej miejscowosci. I nie byly takie tanie.. Probowalismy poszukac jakiegos pokoju u jakiejs rodziny. Nic z tego. Jednak polozenie tego miejsca troche nam zrekompensowalo nastroj, jaki panuje w miescinie. Badami znajduje sie bowiem, jakby topowiedziec, przy krawedzi rozleglego plazkowyzu, zbudowanego z czerwonych piaskowcow, w ktorych wyksztalcily sie piekne jaskinie. Czerty z nich zostaly przeksztalcone na swiatynie i wlasnie one sa glowna atrakcja Badami. Stara czesc miasta bardzo rozni sie od tej noweszej. Biale domki z plaskimi dachami oddzielone sa waskimi uliczkami, po ktorych biegaja dzieci. Dzieci, ktora ciagle czegosc od naschcialy, a to dlugopis,czekolade czy pieniadze... A miedzy dziecmi biegaly male, owlosione swinki. Dla mieszkancow wioski bylismy atrakcja, a moje krtotkie spodenki wzbudzily sensacje oraz niezadowolenie u niektorych starszych mieszkak osady. Nastepnego dnia mialam juz odopiedniejsy ubior. Wybralismy sie wtedy do polozonych nieopodal dwoch miejscowosci: Aihole oraz Pattadakal, gdzie znajduja sie calkiem dobrze zachowane kompleksy swiatynne, te w Pattadakal sa wpisane na liste swiatowego dziedzictwa unesco. Nie bede za wiele pisac, zobaczcie zdjęcia :-)
Badami

Aihole

Pattadakal